Anna Zając

Content video marketerka i edukatorka · autorka metody Videotelling™

Zaczęło się od ciemni w łazience

To były jeszcze czasy późnego, szarego PRL-u w krakowskiej Nowej Hucie. Mój tata zamykał mnie w ciemnej łazience — spokojnie, to było akurat coś, na co zawsze czekałam. Robił tam prowizoryczną ciemnię do wywoływania zdjęć.

Czerwonawe światło. Plastikowe szufladki z ciekawie pachnącą chemią. I to czekanie, aż na pustej kartce magicznie pojawiały się nasze twarze.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będzie mój zawód. Dziś robię dokładnie to samo, tylko wprawiam obraz w ruch: wywołuję z ludzi to, co w nich najlepsze i pokazuję to światu w filmie.

Od rysunku technicznego do kadru

Zanim wzięłam do ręki kamerę, skończyłam architekturę na Politechnice Krakowskiej i przez kilka lat pracowałam w krakowskich biurach projektowych.

Brzmi jak zupełnie inna bajka, prawda? A to była najlepsza szkoła życia i zawodu, jaką mogłam dostać. Architektura nauczyła mnie dwóch rzeczy, z których korzystam codziennie: że „mniej znaczy więcej” i że każdy element ma znaczenie — bo dopiero spójność buduje markę. Kadr filmowy to w gruncie rzeczy ta sama robota co rzut budynku. Decydujesz, co zostaje, a co wypada poza ramę. Sztuka, technologia i minimalizm połączona w jednym dziele.

Od ponad 15 lat łączę film, grafikę, fotografię i copywriting. Po drodze wydarzyło mi się jeszcze kilka rzeczy, z których jestem dumna:

Na dużych eventach dyskretnie zamieniałam się w filmującego ducha — szybko, cicho, tak żeby nikt nie grał do kamery. Za to w przerwach wychodziłam z ukrycia i rozmawiałam z ludźmi. Uwielbiam robić wywiady. Ludzie są tacy ciekawi.

Pewnego dnia przestało mi wystarczać nagrywanie czyjegoś biznesu

Przez lata robiłam filmy dla różnych branż. Byłam z nich zadowolona, klienci też. Ale zauważyłam coś, co nie dawało mi spokoju: kiedy kończyła się moja praca, kończyły się ich filmy. 

Wracali po pół roku, bo znowu nie mieli contentu video. Znowu nie wiedzieli, od czego zacząć. Znowu bali się włączyć kamerę w telefonie, który mieli w kieszeni.

Wtedy zrozumiałam, że najbardziej potrzebna nie jest kolejna usługa, bo ja jestem jedna a potrzeby ogromne. Potrzebna jest umiejętność i odwaga, żeby robić to samodzielnie.

Tak powstał Videotelling™ — moja metoda opowiadania historii biznesu w filmie. Nie triki pod algorytm, tylko sposób myślenia: co powiedzieć, żeby ktoś chciał to obejrzeć do końca.

Wiedzę, którą zbierałam przez dekadę, przeniosłam — niczym z łódzkiej filmówki — prosto do telefonów.

Czym zajmuję się dziś

Prowadzę portal lightinside.pl, piszę newsletter i uczę — online oraz na żywo w Krakowie.

Napisałam książkę. „Potęga Videotellingu™. Twórz filmy, dzięki którym wyróżnisz się w social mediach” (Wydawnictwo Wojciech Marzec) to 538 stron przeprowadzających przez cały proces: od pomysłu, przez nagranie i montaż, po promocję. Media Marketing Polska nazwało ją kompendium zarówno dla początkujących, jak i dla profesjonalistów.

Tworzę kursy i e-booki — o CapCucie, Filmorze, sprzęcie, przygotowaniu do nagrań i strategii na content video. Część jest darmowa, bo pierwszy krok powinien być łatwy.

Prowadzę warsztaty i konsultacje — dla grup, firm, młodzieży i w formule 1:1.

Pracuję z AI — ale po ludzku. Śledzę narzędzia na bieżąco i pokazuję, jak ich używać, żeby oszczędzać czas, nie tracąc przy tym własnego głosu. AI to koń, nie jeździec. Lejce zostają u Ciebie.

Nadal nagrywam — content video, filmy reklamowe, kursy online i Content Days w krakowskich studiach filmowo-fotograficznych. Tych zleceń jest mniej, ale dzięki nim trzymam rękę na filmowym pulsie i mam kontakt z niesamowitą różnorodnością wśród ludzi i wśród branż.

Po godzinach

Najlepsze lekcje życia dostaliśmy z moim mężem od naszych dwóch Smerfetek — Kamili i Gabrieli. Bezwarunkową miłość, pogodę ducha, wrażliwość. A nasz maltańczyk Luna uczy nas wszystkich, jak żyć na pełnym chilloucie.

Wącham i czytam książki. Prócz „Potęgi Videotellingu™” napisałam też: „Atlantydę pod Krakowem” — w hołdzie Nowej Hucie, w której się urodziłam.

Relaksuję się w wodzie i w saunach albo prowadząc bullet journal. Uwielbiam wymyślać i rozdawać prezenty. Pomagam też osobom w kryzysie bezdomności.

Wspięłam się na nepalski pięciotysięcznik, ale i tak najbardziej lubię tętniące życiem miasta, opuszczone urbexy i zieloną Irlandię. Mam takie marzenie, żeby starość spędzić na Inishmore — huk fal rozbijających się o klify i dzikość tego miejsca budzą we mnie ogromny respekt.

Ze sportów lubię: sanki (tak, serio), rolki i układy taneczne (gdy nikt nie patrzy).

Celowo nie wypisuję tu certyfikatów i dyplomów. Nie oceniam ludzi po papierkach, tylko po relacjach z nimi i po tym, jak z każdego dnia próbują zrobić arcydzieło.

Mówią o tym, co tworzę:

Chodź, ogarniemy to razem

Film dociera do naszego umysłu szybciej niż słowo pisane czy zdjęcie — bo działa na największą liczbę zmysłów.

1000 słów = 100 zdjęć = 1 film.

Nie trzeba być idealnym, żeby być wystarczająco dobrym — także na ekranie. To nie jest spóźnienie. To po prostu moment, w którym pojawia się gotowość.

Skorzystaj z drogi na skróty, którą przecierałam przez ponad dekadę.

Zobacz kursy, e-booki i książkę – znajdź to co jest Ci potrzebne dokładnie teraz.